- Bo tak właściwie to my się nie
znamy...- patrzyłem ukradkowo na Keri. Bardzo mi się spodobała. Jej
wdzięczne spojrzenie zechciało na mnie paść więc natychmiast cofnąłem
wzrok. Jestem nędzny i okropny... Po co więc próbować? Co prawda wile
wader już ze mną było ale to igraszki. Keri spodobała mi się naprawdę...
Tylko czy mnie zechce?
- Fm, no tak... Kontynuuj myśl... - Och przepraszam zamyśliłem się... Tak więc chciałbym wam trochę opowiedzieć o sobie. - Dobrze. - Tak więc chyba musimy zacząć od mojego... Dzieciństwa. No więc w skrócie... Bicie, tortury, kochane pazury mamusi wżynające się w ciało i piękne, błyszczące kły tatusia które targały moje ciało... Koniec dzieciństwa.- wadery popatrzyły na mnie ze współczuciem. Jednak nic nie mówiły.- Dobrze... Czasami przychodziłem w odwiedziny do domu cioci. Moja kochana ciocia... Zawsze było tam tak spokojnie i miło... Eh ale ciocia umarła na zarazę. Wtedy tylko rodzice się mną zajmowali... Oszczędzę szczegółów tylko pokażę.- obróciłem się w miejsca gdzie miałem blizny. - Dobrze, może już dość o twoim dzieciństwie? - Tak, chyba tak... Potem byłem łapserdakiem który rozkochiwał w sobie wadery i je zostawiał. Miło prawda? Ale już tego robić nie będę obiecuję. - Dobrze...- wadery popatrzyły po sobie. - Tak... Wiecie co może... Pokazałybyście mi tereny? -... <Któraś z miłych pań raczyłaby odpisać?> |
||
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz